O larpach

Recenzje larpów i teksty związane z istniejącymi larpami i pokrewnymi wydarzeniami.

Polish (Poland)English (United Kingdom)


Larpy Argos

Stairway to Heaven - Relacja Pawła Jasińskiego

postaci kobiece w larpach

Mamy przyjemność opublikowania pierwszej subiektywnej relacji z rozegranego kilka dni temu larpa Stairway To Heaven. Swoje, bardzo intensywne, wrażenia opisuje Paweł Jasiński, nagrodzony przez innych uczestników tytułem najlepszego gracza :)

 

Przed larpem

 

Pierwsza zapowiedź Stairway to Heaven nie wzbudziła we mnie emocji. Setting wydał mi się absurdalny, perspektywa grania subkulturami PRL-u niezbyt ciekawa. Zapomniałem o StH na dłuższy czas.

 

Potem ukazał się design doc, który zaintrygował mnie ciekawą (choć trochę nieczytelną) formą. Dokument dobrze wytłumaczył (i uwiarygodnił) setting, dał mi też jasny pomysł na to, kim mógłbym zagrać - punkiem. Uznałem, że dam Stairway to Heaven szansę.

 

Chciałem stworzyć postać mocno grającą na motywie przemocy i utraconej niewinności. Z pomocą przyszedł mi Jakub “Shonsu” Barański, który wymyślił i zaprojektował frakcję Jabolowych Ofiar (jej opis można znaleźć tutaj). W skrócie pomysł zakładał zagranie na dylemacie: “Czy może istnieć punk bez buntu?” oraz przejściu przez trzy etapy: euforii (gdy świętujemy zwycięstwo), konsternacji (gdy skacowani orientujemy się, że punk nie ma sensu) i ewolucji (gdy decydujemy, jaką ścieżką iść dalej i czy jest dla nas w ogóle miejsce w Nowej Komunie). Elementem scalającym ekipę miała być postać Tomka “Jabola” Jabłońskiego, mentora, przyjaciela i założyciela grupy, który zginął za rewolucję. Pomysł był intrygujący i kompatybilny z tym, co chciałem grać, więc nie wahałem się nawet chwili i dołączyłem do Ofiar. Potrzebowałem tylko stworzyć sobie postać.

 

Z pomocą przyszła opisana w design docu mechanika “Zatłucz go cegłą” i piosenka “Knajpa Morderców” Kultu (do przesłuchania w serwisie YouTube, tutaj). Tak zrodziła postać punka, Zbyszka “Zguby” Gubińskiego. Zguba był mordercą, który z premedytacją wykonywał egzekucje na wrogach punków - skinach, ormowcach, esbekach, karmiąc się przy tym ideałami rewolucji i wspomnieniami o dziadku-AKowcu, który wykonywał wyroki Wojskowych Sądów Specjalnych. Już samo wypełnienie (bardzo długiego) formularza zgłoszeniowego pozwoliło mi dobrze wyobrazić sobie kim jest postać - właściwie nie potrzebowałem karty postaci, by grać na Stairway to Heaven. Przy okazji miałem dość jasny plan na grę - grać weterana, który nie umie niczego innego niż przemoc i bunt, w dodatku kiełkuje w nim myśl, że nie może tych dwóch rzeczy zabraknąć w Jaźni. W najlepszym razie mógł być darmozjadem, który żyje na koszt Nowej Komuny i szuka z nudów zaczepki, w najgorszym niebezpiecznym szajbusem, który z premedytacją robi rozróby, bo uznaje to za słuszne.

 

Nie mogę powiedzieć, bym zaangażował się mocno w przedlarpie. Najwięcej czasu zajęło mi chyba poszukiwanie elementów stroju: pieszczochy, naszywek, spodni w paski, glanów, sznurówek. Finalne sznyty, takie jak przerabianie dżinsowej bluzy, uczyniłem na Dreamhaven (bluza służyła mi również jako strój na D8). Czułem, że jadę na tę grę przygotowany tak sobie, ale jednocześnie pewny tego, co chcę i mam grać.

 

Warto wspomnieć, że jedna rzecz mnie absolutnie nie zaskoczyła - fakt, że Jabol zginął z rąk Czarnego Mietka (który zasłania twarz czarną chustą) od razu odczytałem jako motyw a’la Darth Vader: Czarny Mietek był tak naprawdę Jabolem. A nie zaskoczyła mnie, bo… po przeczytaniu o Czarnym Mietku sam zaproponowałem organizatorom taki motyw przed grą. Jak się okazało, wielkie umysły myślą podobnie, organizatorzy StH wpadli na dokładnie ten sam pomysł niezależnie ode mnie.

 

Larp

 

Koncepcję na Jabolowe Ofiary trochę wywrócił do góry nogami fakt, że w blackboxie naszej ekipy Jabol zaczął od razu negować sens istnienia Nowej Komuny i utożsamiał ją z systemem (a wiadomo, co punki robią z systemem…). To był w pewnym sensie testament Jabola, bo akcja blackboxa działa się niedługo przed jego śmiercią z rąk Czarnego Mietka. To sprawiło, że faza konsternacji tak naprawdę odpaliła się już na samym początku gry. W połączeniu z tym, że gracze byli na tym etapie już dość mocno nakręceni na grę głośnych i agresywnych punków (polecam piosenkę “Oi! Młodzież” Analogsów), tworzyło to wybuchową mieszankę.

 

Punki - zamiast na luzie (sex, drugs and rock’n’roll) - zaczęły grać  już na lekkim wkurwie podlanym Amareną i paskudnymi szlugami. Leciały agresywne teksty, a ja czułem się jak w sforze dzikich psów, gotów gryźć i kąsać czy to swoich, czy obcych. Klimat był niesamowity, wkrótce jednak atmosfera w grupie była na tyle gęsta, że uznałem, iż czas szukać interakcji poza punkami. Wyprawa do hipisów obfitowała w ciekawe interakcje. Poznałem między innymi, jakie jest moje totemiczne zwierzę (Fauna Podlaska umiejętnie wyjaśniła, dlaczego świstunka leśna jest odpowiednia dla punka) oraz poprzytulałem się do arcykapłanki, Basi Miauczyńskiej, która tłumaczyła mi filozofię miłości, potrzebowałem jednak czegoś więcej. Dałem się więc namówić na zarzucenie kwasa przez Edwarda Różę i wyprawę do tripzony.

 

Szybko przekonałem się, że zarówno poczekalnia w tripzonie, jak i tripboxy (czyli takie blackboxy) to jest larp jednego gracza: tylko ja, rekwizyty, muzyka i scenografia. Wiedziałem, że z tripboxów wyciągnę z nich tyle, ile sobie sam wkręcę. Więc uznałem, że wkręcić sobie muszę dużo. Mój trip (czyli tripboxy, które miałem odwiedzić) został zaplanowany przez MG tak, by nawiązać do mrocznej historii mojej postaci - zaowocowało to naprawdę złym, dołującym hajem. Trafiłem m.in. do Piekła, w którym rozrywałem mięso gołymi dłońmi i headbangowałem wymachując flakami na wszystkie strony do jakiejś depresyjnej metalowej muzy, a potem do Snu Purystów, gdzie zetknąłem się z książką. Nic z niej nie zrozumiałem,  tylko ją upaprałem krwią. Na koniec był pokój Galaktyk z mglistą i niejasną obietnicą zaznania spokoju. Tylko nie bardzo wiedziałem, jak ma to nastąpić.

 

Uznałem, że przebywający u psychonautów hipisi będą wiedzieli, jak zinterpretować trip. Pech (z perspektywy gracza - cudowne zrządzenie losu) chciał, że po drodze wpadli na mnie skini, którzy bezceremonialnie zglanowali mnie, zabrali mi parę łupów i zdjęli z nóg glany, które porzucili kawałek dalej, na ścieżce. Dotarłem więc do obozu hipisów poobijany, wkurwiony i zdołowany. Postać przeżyła kryzys. Nie pomógł fakt, że przy okazji został zglanowany przez skinów redaktor Nowej Prawdy, Czarek Głowacki, a wyprawa odwetowa na skinów zaowocowała złapaniem jednej z nich , która jednak uległa resocjalizacji prowadzonej przez połączone siły Arcykapłanki oraz Kliniki Reprogramowania Psychodelicznego (tu trzeba nadmienić, że jako gracz miałem wątpliwości co do tego, czy skini grają fajnie i dobrze wypełniają swoją rolę jako NPC, ale na szczęście zostały one rozwiane następnego dnia).

 

Larp zakończył się nocnymi rozterkami na pomoście, pod gwiaździstym niebem, które prowadziły do wniosków, że jesteśmy potrzebni Nowej Komunie jako wojownicy, ale nie jako buntownicy. Wypity duszkiem absynt w barze Blancik (dzieci, nie róbcie tego w domu, serio - myślałem, że się uduszę) i ogólne pustki na lokacjach sprawiły, że zdecydowałem się wyspać i wrócić na grę następnego dnia rano.

 

Warto jeszcze wspomnieć, że dzięki mojemu tripowi ominęła mnie przykra sytuacja, która miała miejsce w melinie punków. Efektem było usunięcie jednego  z graczy , ponieważ nie reagował na słowo bezpieczeństwa po dość niebezpiecznej rzeczy, którą zrobił. Scena była (jak wnioskuję z relacji współgraczy, bo jej nie widziałem) pokłosiem szybkiej eskalacji agresji przy jednoczesnym braku wroga w postaci skinów i zbyt szybkim przejściem do fazy konsternacji. Iskrą zapalną konfliktu był zaplanowany na wieczór wybór Wielkiego Pancura. Cała sytuacja sprawiła, że część punków zrezygnowała z gry tego wieczora, a reszta nie była już tak skora do gry agresją. To niewątpliwie wpłynęło na moją dalszą grę i interpretację postaci. Zdałem sobie sprawę z tego, że mój oryginalny plan grania na ciężkiej przemocy (który w swoim apogeum zakładał m.in. zglanowanie kogoś absolutnie niewinnego oraz zabicie cegłówką w męczeński sposób jakiejś bardzo pokojowej postaci) absolutnie nie przysłuży się tej grze, wywoła tylko więcej kwasów. Uznałem, że muszę sterować postacią w inną stronę.

 

Nocne przemyślenia zainspirowały mnie do napisania porannego felietonu do Nagiej Prawdy o tym, że punk umarł. Swoją filozofię sprzedałem punkom na melinie, po czym uznałem, że mój zdołowany zabijaka potrzebuje zagłuszyć rozterki dobrym wygrzewem: sex, drugs and rock’n’roll wróciły do gry. Po drodze humor poprawiło szybkie glanowanie skinów, czytanie pojmanemu skinowi “Ballady o skinie” opublikowanej w Nagiej Prawdzie (która sugerowała, że skini są kryptogejami) i groźby homoseksualnego gwałtu oralnego na rzeczonym (“Klękaj i ziewaj, frajerze”), które szczęśliwie dla skina przerwała interwencja Big Mommy, która uznała, że skina lepiej jest resocjalizować goframi. Scena ta pokazała, że punki również umieją być sadystycznymi pojebami, co jest nie bez znaczenia dla późniejszej historii.

 

Po tym wygrzewie bardzo fartownie trafiłem do obozu hipisów tuż przed nagim kąpaniem się w jeziorze. Uznałem, że co mi tam i z gołym tyłkiem wskoczyłem do wody. Nagość w trakcie kąpieli w ogóle nie miała podtekstu erotycznego - było w niej raczej coś  wyzwalającego i jednoczącego kąpiących się. Wadą sceny było to, że na brzegu zostało wielu ubranych gapiów, chociaż niektórzy z nich zagrali świetnie (np. zgorszeni harcerze zasłaniali oczy). Potem poszło z górki: święto kolorów i rzucanie się kolorowym proszkiem, Apel Poległych, w trakcie którego było rzyganie ze sceny, oblewanie się nawzajem piwem, pokazywanie tyłków, pogo, podryw na punka (“Hej laska, chcesz iść ze mną w krzaki?”) i nieśmiertelny tekst Raka: “Dziś wspominamy tych, którzy zginęli, żebyście mogli biegać z fujarami na wierzchu”. Apel zakończył się dla mnie zarzuceniem kolejnego kwasa w nadziei, że następny trip będzie lepszy. Nie był, ale nie uprzedzajmy faktów. W każdym razie ta sekwencja wydarzeń pokazała, że Argos świetnie umie wykorzystać różne rytuały jako element designu gry, a formuła taktowania gry harmonogramem pasuje do tego idealnie.

 

Tuż przed trafieniem do tripzony postanowiłem się wysikać. Nawet nie rozpiąłem do końca rozporka, a usłyszałem, jak ktoś się drze: “Zguba, Zguba!”. Wypadłem więc z kibla i oto moim oczom ukazał się Czarny Mietek, chcący iść ze mną “na solo”. No to co miałem zrobić? Zrzuciłem z siebie dżins oraz koszulkę, stanąłem w kręgu złożonym z punków i zacząłem się bić. Gdy Mietek upadł na ziemię zacząłem go okładać pięściami. Skończyłem frajera. A potem zerwałem mu z twarzy czarną szmatę, znalazłem w kieszeni lustrzanki Jabola i zorientowałem się, kogo zabiłem.

 

Nie wiem za bardzo, co się działo potem - jakieś krzyki, przepychanka, masa wulgaryzmów. Zdun mnie zdzielił w pysk ale go odciągnęli, zaczęła się jakaś jatka. Ja już ledwo trybiłem co się dzieje (LSD, pamiętacie?) i Poświata zaprowadziła mnie do tripzony.

 

Tu zaczęła się jazda bez trzymanki. W trakcie tripa dotarło do mnie m.in., że mój dziadek nie żyje dlatego, bo się powiesił nie mogąc znieść tego, co robił w trakcie wojny (nie określiłem tego przed grą, ale to dopowiedzenie idealnie siadło w tej opowieści). Przeszedłem jeszcze raz przez Piekło (najpierw błagając, by mnie tam nie wpuszczać, a potem płacząc nad kawałkami mięsa, które przyciskałem do piersi). Potem próbowałem wyryć imię Jabola na pniaku, by uzyskać jakieś domknięcie (co mi się nie udało, zostałem od niego odciągnięty), trafiłem znów do Galaktyk, a potem do Drzewa Życia. Słowa “Czy zastanawiałeś się, jak to jest zasnąć i już się nigdy nie obudzić?” i huśtawka zawieszona na konopnym sznurze ułożyły się w spójną opowieść - stało się dla mnie jasne, co to dla Zguby oznacza.

 

Z tripa wróciłem zmarznięty (nadal chodziłem nagi od pasa w górę, a ciągle padał deszcz) i zacząłem szukać liny, by się na niej powiesić. W stuporze zacząłem domagać się jej od skinów, którzy przygotowywali się do pogrzebu Mietka/Jabola na scenie. Dostałem ją od nich ze słowami “A masz, powieś się”. Otępiały rzuciłem do kopiących grób “Wykopcie dwa”, zaplotłem węzeł i zacząłem szukać odpowiedniego drzewa. Punk się skończył, więc Zguba też musiał się skończyć. Bo inaczej skończyłby go ktoś inny albo Zguba by wykończył jednego ze swych kumpli.

 

Jako gracz nie wiedziałem, czy moja postać powinna się powiesić czy nie. Trochę mi było żal kończyć grę tak szybko. Uznałem, że wiele zależy od tego, jak zareagują inni. Na szczęście szybko zostałem zgarnięty przez dobre dusze do baru Blancik. Ktoś “zaopiekował” się liną, a ja dostałem koc, ciepłą herbatę ziołową, przytulasy i dużo pozytywnej energii.

 

To sprawiło, że zamiast powieśić się, trafiłem na pogrzeb Mietka/Jabola. Była to naprawdę smutna, poruszająca scena, w której członkowie dwóch wrogich stron (skinów i punków) oraz rozdartych między nimi harcerzy po raz pierwszy umieli znaleźć wspólny język i podać sobie dłonie. Wtedy też obiecałem, że nikogo więcej nie zabiję.

 

Rozmowa ze skinami w Blanciku na stypie Tomka zaowocowała kolejnymi rozterkami. Po stronie skinów stała racja - pomimo ich rasistowskich poglądów  to oni byli ostatnim bastionem porządku, odpowiedzialności i wiary w Nowej Komunie. Dotarła do mnie oczywista prawda. Jabol wiedział, że to skini są jedynymi prawdziwymi buntownikami w Nowej Komunie, bo tylko oni kontestują nową rzeczywistość. Wiedział, że punki potrzebują wroga zewnętrznego, inaczej ich pokłady agresji znajdą ujście w bratobójczej walce. Wiedział, że granica między skinami a punkami jest cienka. I co gorsza przewidział, że tylko jego śmierć i zdemaskowanie otworzą nam oczy, więc wyzwał mnie na solo wiedząc, że jako jedyny go zabiję bez wahania.

 

Na marginesie muszę wspomnieć, że ogromną frajdę sprawiły mi interakcje z prasą. Redaktorzy ochoczo spisywali to, co mówiłem - odniosłem wrażenie, że ksywa “Zguba” pojawiła się w Nagiej Prawdzie najwięcej razy. Dla mnie była to okazja, by zebrać swoje myśli i powiedzieć, co myśli postać. Artykuły (nie, nie tylko te o mnie) były napisane fajnie i w kreatywny sposób interpretowały wydarzenia na grze. Wydaje mi się, że była to najlepiej zrealizowana gazeta na larpach, bardzo cenne źródło wiedzy i genialny rekwizyt do klimacenia (”Wy, harcerzyki rozdajecie, kurwa, tę bibułę, a nawet nie czytacie, co jest w środku!”). Świetnym pomysłem było też wydawanie gazety na bieżąco, nie tylko raz dziennie. Dzięki temu pojawiały się tam naprawdę aktualne informacje.

 

Gdy usłyszałem, że dwóch skinów nie chce być już utożsamianych z rasistowską ideologią, a o porządek, odpowiedzialność i wiarę chcą walczyć pokojowymi metodami, podjąłem decyzję - skoro on nie jest skinem, to ja nie jestem już punkiem. Decyzję przyspieszyły też wyzwiska Raka, który widząc symbol na plecach (znak procenta - symbol Jabolowych Ofiar) powiedział, że nie jestem już Jabolową Ofiarą. Dałem sobie ogolić irokeza i kolejną obelgę pod moim adresem (“Idź sobie dupę umyć”) wziąłem za dobrą radę. Gorący prysznic i przebranie się, choć na offie, było rytuałem, który mocno pomógł mi w transformacji wewnętrznej. Czując się czysty, w świeżo wypranych bojówkach, białym t-shircie i z białymi sznurówkami w miejsce czerwonych (które, w moim mniemaniu, symbolizowały krew przelaną przez Zgubę) mogłem rzeczywiście reprezentować porządek, odpowiedzialność i wiarę.

 

Tylko, jak zapewne się domyślacie, wyglądałem jak typowy skin (choć nie utożsamiałem się z mrocznymi stronami ich ideologii). Znów bogini larpów mi sprzyjała - po powrocie na teren gry od razu trafiłem na większą ekipę punków. Takiego festiwalu nienawiści, z pluciem na buty, groźbami śmierci i podobnymi atrakcjami dawno nie widziałem. Byłem zaszczuty, ale nie odpowiedziałem agresją - w końcu zrozumiałem, że nie tędy droga. Musiałem uciekać, gdy mój kumpel Zdzichu chciał mi zerwać białe sznurówki z butów, mówiąc, że nie będę chodził “w tych rasistowskich kolorach”. Potem obserwowałem z boku scenę, koncerty i przygotowania do otwarcia Jaźni. Niesamowite było obserwować dawnych kumpli z zewnątrz - ze smutkiem wywołanym poczuciem wykluczenia, ale też z przerażeniem, jak nakręcona na agresję była ta grupa. Kamień spadł mi z serca dopiero, gdy Maja (fajna punkówa, którą wcześniej poderwałem) nie bacząc na mój nowy wygląd powiedziała, że tęskniła za mną, a Frank wepchnął mnie w sam środek pogo, po czym wszyscy podchwycili jego okrzyk: “Punks and skins unite and win!”. Znów mogłem krzyczeć Oi! razem z resztą. Rytuał wejścia do Jaźni zacząłem seksem w krzakach (bo sex, drugs and rock’n’roll), a skończyłem tańczeniem wokół ogniska. A potem wszystko się skończyło i choć nikt nie wie, co było dalej, to wydaje mi się, że stworzyliśmy nowy świat który, choć może nie idealny, był lepszy niż poprzedni.

 

Po larpie

 

Ta relacja jest pewnego rodzaju próbą uporządkowania myśli i uczuć po grze. Bardzo, ale to bardzo brakuje mi wyjścia ze swojej roli, poczucia domknięcia. Co prawda dwie imprezy (ta po larpie i ta po DH) pozwoliły mi się trochę wyładować, a nagrody za najlepszy strój i najlepszą grę zdecydowanie wprawiły mnie w dobry humor, ale nadal czuję się przenicowany na drugą stronę. Mam ogromną ochotę m.in. przeczytać jeszcze raz wszystkie numery Nagiej Prawdy i posłuchać nagrań z tripboxów. Grałem w naprawdę świetne gry (“Wszystko dla N.”, “Chłopiec, który…”, “Ostatni Rejs”, “Mir”), ale zawsze trzymałem emocje na wodzy i nie przeżywałem takich bleedów, jakie opisywali inni, bardziej podekscytowani gracze. Ale ten larp zostawił mnie z bagażem bardzo silnych przeżyć, które muszę teraz sam przetworzyć i ułożyć w swojej głowie. Był kolejką górską pozytywnych i negatywnych emocji, jednym wielkim psychodelicznym tripem. Robiłem na nim rzeczy, które nigdy mi się wcześniej na larpie nie zdarzały. I nie, żebym się ich wstydził albo żałował, ale zostawiło to po sobie jakiś ślad. Po Stairway to Heaven larpowanie nigdy nie będzie dla mnie takie samo. Ta gra z mojej perspektywy zdefiniowała, czym jest “larp ekstatyczny” i w stu procentach wywiązała się z postawionych założeń, choć oczywiście moja perspektywa jest bardzo subiektywna - zakładam, że nie wszyscy mieli tak intensywną grę jak ja.

 

Zostańmy w kontakcie!

  • Profil Akademii Argos na Facebooku
  • larpowy kanał Argos w Youtube